Korona Gór Polski

Długo zastanawiałam się nad takim zakamarkiem Polski, który zasługuje na opis jako pierwszy i w końcu okazało się, że wybranie jednego jest niemożliwe. Jak to się stało, że odwiedziłam tyle wspaniałych miejsc?! Wielka w tym zasługa mojego męża – niezawodnego planisty. To dzięki niemu i jego miłości do gór (którą podzielam) zaczęła się nasza przygoda z Koroną Gór Polski.

Zacznę zatem od KGP. Oczywiście nie wszystkie ciekawe miejsca znajdują się w polskich górach, ale na odkrywanie nizin Polski północnej przyjdzie jeszcze czas.

W podróży: przemieszczam się samochodem lub pieszo, unikam tłumów ludzi, biorę swoje ulubione śniadania i kawę z domu, rozglądam się wokół w myśl zasady, że „nie ważny jest cel, ale droga do niego” oraz wszystko drobiazgowo planuję przed wyjazdem, zostawiając margines na tzw. „przypadki”.

Z kwestii technicznych to tyle.

KGP – co to takiego?

Szczegółowe informacje o inicjatywie KGP można znaleźć tutaj. Zadanie polega na zdobyciu 28 szczytów górskich, które są najwyższe w swoich pasmach.

Do zdobywania KGP są różne podejścia: jedni wolą się ścigać i zaliczać szczyty na rekord, inni dawkują sobie przyjemność i rozkładają wyjazdy na lata. Można zbierać pieczątki w schroniskach i otrzymać za nie (i za 28 zdjęć ze szczytów) dyplom uprawniający do noclegu w wybranych obiektach z 20% zniżką. My zrobiliśmy po swojemu – potraktowaliśmy listę szczytów jako wyzwanie, chcąc poznać wszystkie tereny górzyste w Polsce.

Od czego zacząć?

Przeglądnij poniższą listę. Znajdź górę, która znajduje się najbliżej, zarezerwuj nocleg i w drogę! Do wędrowania latem wystarczą dwie zdrowe nogi (choć nie jest to warunek konieczny…) i zdrowy rozsądek. Wyjątkiem jest wyprawa w Tatry, która wymaga pewnego obeznania z górskimi warunkami.

Warto mieć porządne buty za kostkę, długie spodnie, środek przeciw owadom, bluzę z polaru, pelerynę przeciwdeszczową, czapkę, krem z filtrem UV, plecak, mapy i nawigację pieszą w aplikacji na telefon. Nic nie zastąpi jednak zdrowego rozsądku. Jasne?

Oto lista szczytów do zdobycia. Po kliknięciu na daną górę zobaczysz co mnie spotkało w drodze i jakim szlakiem postanowiłam iść. Proszę o cierpliwość – opisanie 28 wędrówek zajmie chwilę czasu…

Lp. Szczyt Pasmo górskie
1 Rysy Tatry
2 Babia Góra Beskid Żywiecki
3 Śnieżka Karkonosze
4 Śnieżnik Masyw Śnieżnika
5 Tarnica Bieszczady
6 Turbacz Gorce
7 Radziejowa Beskid Sądecki
8 Skrzyczne Beskid Śląski
9 Mogielica Beskid Wyspowy
10 Wysoka Kopa Góry Izerskie
11 Rudawiec Góry Bialskie
12 Orlica Góry Orlickie
13 Wysoka Pieniny
14 Wielka Sowa Góry Sowie
15 Lackowa Beskid Niski
16 Kowadło Góry Złote
17 Jagodna Góry Bystrzyckie
18 Skalnik Rudawy Janowickie
19 Waligóra Góry Kamienne
20 Czupel Beskid Mały
21 Szczeliniec Wielki Góry Stołowe
22 Lubomir Beskid Makowski
23 Biskupia Kopa Góry Opawskie
24 Chełmiec Góry Wałbrzyskie
25 Kłodzka Góra Góry Bardzkie
26 Skopiec Góry Kaczawskie
27 Ślęża Masyw Ślęży
28 Łysica Góry Świętokrzyskie
Reklamy

Siedem

na środku stołu a właściwie
pod środkiem
gdzie dotknęły się nasze kolana

korytarz przeciąg tam
odchodzisz
ale równie dobrze wracasz

ognisko zapalne przy umywalce
rankiem

elektryczne krzesełko
gdy próbujemy się mierzyć
na migi i splecione palce

w szafie kiedy jeszcze
nie mamy co
na siebie włożyć

parapet na którym się patrzy
w widok za okiem

między Twoim żebrem
a moim pępkiem
świata siedem

cudów.

Światłoczułe kartki

Patrzę na „chiaroscuro” Withkacego Zaborniaka i mam wrażenie, że przede mną leży nie tomik wierszy, ale piękne, czarno – białe zdjęcie. Kartki tej książki musiały być wykonane z jakiegoś światłoczułego materiału, który utrwalił – jak na kliszy – blaski i cienie ludzkiego życia. Nie jest to wbrew okładce obraz binarny, upraszczający rzeczywistość, ale pełen niuansów wypełzających zza białego tła i czarnych liter.

Autor mający w swoim dorobku poprzedni tomik pt. „Piętno umęczonej ziemi” (2012) żyje na łonie dwóch ojczyzn – Grecji i Polski. Może właśnie z tego powodu, każdy z sześćdziesięciu dwóch wierszy „chiaroscuro” wydaje mi się kolejnym krokiem stawianym na marginesie pomiędzy dwoma światami. Czytanie tej poezji to podróż odbywająca się w granicy świata dotykalnego i duchowego, a wędrowiec jest istotą wygnaną z jednego i drugiego. Dwie rzeczywistości spotykające się na niewidocznej ścieżce, współistnieją i przenikają się, żeby ukazać życie w zupełnie nowej, lekkiej, iluzyjnej odsłonie.

Daje się w wielu wersach wyczuć pewną melancholię. Jest to żal banity, ale Bóg – sprawca wszystkiego, cel podróży i jednocześnie adresat całego „chiaroscuro”  staje się nie tyle obiektem oskarżeń, jako ten, który wygnał, ale towarzyszem, takim samym cudzoziemcem, jako ten, którego świat nie przyjął. Wytwarza się swoista więź duchowa, zbudowana przez poczucie podobieństwa do Stwórcy, który jest przewodnikiem, łącznikiem i jedyną nadzieją na wydostanie się z marginesu prawdziwego życia.

Tylko, która z przenikających się rzeczywistości jest ostatecznie prawdziwa?

Warto poszukać odpowiedzi w czarno – białej fotografii i ciągle odnajdywać nowe odcienie odbite na światłoczułych kartkach. Ja lubię powracać na granicę światów – pewnie dlatego, że czuję się tam jakoś dziwnie na miejscu.

Myślę, że tomik jest właśnie dla cudzoziemców – ludzi, którzy nie godzą się na obecne realia, ale mają świadomość własnych ograniczeń. Książka ta może być dla każdego z nich wspaniałym pocieszeniem.

Tomik można nabyć u autora. Wystarczy wysłać wiadomość tutaj.

Pikantny „Akt”

Tomik wierszy Izabeli Trojanowskiej wpadł mi w ręce przy okazji wieczoru autorskiego zorganizowanego w restauracji Miastova w grudniu ubiegłego roku. Spotkanie zrobiło na mnie wrażenie – to tylko jeden z powodów dla których od kilku miesięcy nie odkładam tej smukłej książeczki na półkę. Jej miejsce jest gdzie indziej: na oparciu kanapy, stoliku w salonie, parapecie w kuchni, albo na biurku pomiędzy firmowymi dokumentami, a świeżo zaparzoną kawą.

Okładka zaprojektowana przez Pawła Trojanowskiego emanuje zmysłową obietnicą, ale tuż po otwarciu pierwszej strony okazuje się, że nie jest to wcale akt oczywisty, zamknięty tylko w jednym – cielesnym znaczeniu. Przeciwnie, biorąc do ręki jeden „Akt”, dostajemy w prezencie cudowną wielość znaczeń.

Autorka podzieliła treść na trzy rozdziały. Wiersze zawarte w „Akcie miłosierdzia” zdają się być najbardziej kruche, ulotne i delikatne. Wołają o pomoc, o osłonę. Zdają się mówić: „jestem pyłkiem”.

Okazuje się, że to tylko jedna strona medalu, na którego rewersie wyrzeźbiono rozdział drugi – „Akt zuchwalstwa”. Ten akt nie woła – on krzyczy! Nie wzdycha – jęczy! Przeczytanie wierszy z tej części książki to jak przepłynięcie zbuntowanego oceanu i muszę przyznać, że to właśnie kartki środkowego rozdziału są w moim egzemplarzu najbardziej wytarte.

Rozdział trzeci – „Akt tworzenia” to wahanie. Mówi: „oto niedoskonałość” i próbuje dociec, czy warto ją współtworzyć. Nie tylko w przestrzeni artystycznej, ale też w namacalnej rzeczywistości. Nie pozostawia też jednoznacznej odpowiedzi i zmusza do poszukiwań.

„Akt” w istocie jest pikantny. Nieoczywisty. Jednocześnie czuły i hardy. Polecam go wszystkim, nawet tym, którzy przygodę z poezją dopiero zaczynają. Warto.

Tomik można nabyć u autorki. Wystarczy wysłać wiadomość tutaj.

Chwile

To są dawne czasy, siedzę na plaży.
Wzrok wlepiony w Ocean, jakby nie wiedział. Jakby zaledwie wierzył, że On tam jest – potężny, szumiący, słony, rozemocjonowany tłum kropel.
Dotyk to mój najbardziej śmiały zmysł. Poza tym – jest realistą. Uprzejmie informuje, że ocean wyrzucił na brzeg piasek, który da się zważyć. Mówi, żebym nie zwracała uwagi na daleką mrzonkę tłukącej się wody, a wzrok kłóci się z nim i próbuje sam, na dowód wiarygodności wylać spod powiek kilka morskich kropel.

Dosyć.

Kochany Oceanie,
odważyłeś się być poza moimi zmysłami. Wyrzuciłeś piasek jak małe ziarenka chwil. Pozwól, że większość z nich tu zostawię – i tak codziennie przesypują się przez palce. Dalej pójdę z tymi, które przeszkadzając i bodąc zostały za paznokciami.
Amen.

***

pomarszczona pergaminowa o słowach
błahych jak kwiaty
na balkonie nie wierząca obcym
oczom której świat zamyka się
w skorupce rosy

rozcięta za uszami i rozpięta
na badylkach z dręczących wspomnień
za których ujście też płaci
jak za nadzieję głębszego
komplementu o nosku zadartym
że aż wstyd

wypchany po nierówny sufit
jak apteczne półki
po brzegi wiecznie za małe
by pomieścić
rosnący apetyt na strugi
słonego zwycięstwa

autor na każdy temat
rozkazujący zdaniem
autorytarny nie mściwy
ale zawsze z prawami

inaczej a jednakowo
wygnani

Tekst wybrany jako wiersz miesiąca (maj ’17) na stronie Mieleckiego Towarzystwa Literackiego.