wiersz

W kółko

świat wydany na kuszenie
na prochowy los

przypomina trwanie drzewa
zasadzonego przez bezwiedny wiatr
zjedzonego przez bezwiedny mech

intuicja koła
nie prowadzi dalej
niż w kółko.

Reklamy

Urodziny

Tato,
zbliżają się moje urodziny

ludzie oszaleli, anioły
powiesili

– te drogie, złote
przecenione

Rafaelowi pozostał
tylko bezradny śmiech
ukryty i boi się
że go poślesz

oni ślą listy
rozdają prezenty
sobie

i trochę mi przykro
– mogę?

wstyd, ale napisałem
do Świętego Mikołaja
który okazał się
w ogóle nie zajęty

Tato,
czy te „Wesołych Świąt” wystarczy?

Synku,
wszystkiego co dobre
tamte anioły nie miały duszy
wiem że Ci przykro
przekaż Mikołajowi
by się nie przejmował
tym czarcim sobowtórem

Synku,
„Wesołych Świąt” nie wystarczy.

Bursztyn

mam dwa łagodne serca
dwie stare rzeki

płyną nie biją
z dwóch ostrych źródeł
w dwa miękkie brzegi

Odra w zachodzie
brzęczący miecz Piasta
rozpalony w słońcu
jak w cysterskiej kuźni

a o świcie mgły
wschodzą nad Wisłoką
lecą szybko do góry
jak statki powietrzne

szmery szaro-niebieskie
jak żywica się leją
do morza mojej duszy
wschodnio-zachodniego

i ten Bałtyk chciałby
z duszy bursztyn wytaczać
aby leżał w piasku
aż go ktoś podniesie.

Pokuta

wzięłam się w garść liści
są pozaplatane
żyłką słońca i chrustem
starym

wzięłam się w garść igieł
jodła świerk i sosna
wbijają się we mnie
brudną i dorosłą

na klęczniku z mchu
wyrosła dzika pokuta
za poliester w sukience
i gumę arabską pod butem.

Siedem

na środku stołu a właściwie
pod środkiem
gdzie dotknęły się nasze kolana

korytarz przeciąg tam
odchodzisz
ale równie dobrze wracasz

ognisko zapalne przy umywalce
rankiem

elektryczne krzesełko
gdy próbujemy się mierzyć
na migi i splecione palce

w szafie kiedy jeszcze
nie mamy co
na siebie włożyć

parapet na którym się patrzy
w widok za okiem

między Twoim żebrem
a moim pępkiem
świata siedem

cudów.

***

pomarszczona pergaminowa o słowach
błahych jak kwiaty
na balkonie nie wierząca obcym
oczom której świat zamyka się
w skorupce rosy

rozcięta za uszami i rozpięta
na badylkach z dręczących wspomnień
za których ujście też płaci
jak za nadzieję głębszego
komplementu o nosku zadartym
że aż wstyd

wypchany po nierówny sufit
jak apteczne półki
po brzegi wiecznie za małe
by pomieścić
rosnący apetyt na strugi
słonego zwycięstwa

autor na każdy temat
rozkazujący zdaniem
autorytarny nie mściwy
ale zawsze z prawami

inaczej a jednakowo
wygnani

Tekst wybrany jako wiersz miesiąca (maj ’17) na stronie Mieleckiego Towarzystwa Literackiego.